Picallo przedstawił mnie tej całej Veile. Na pierwszy rzut oka widać było, że ma "smaka" na Picallo. Niestety... Musiałam ją zmartwić. Mi też się podoba, a tak łatwo ze mną nie wygra:
- Jesteś nowa? - bąknęła.
- Yhym... Capricja. - już miałam odejść do basiora, gdy ta mnie zatrzymała.
- Odwal się od Picalla. - warknęła.
- Hehe... Musisz wiedzieć, że teraz tak łatwo Ci nie pójdzie. Mi też na nim zależy więc wara. - od warknęłam i wróciłam do basiora.
- Ja chyba pójdę. Nie chcę sprawiać kłopotu ... - powiedział.
- Nie. Nie sprawiasz mi kłopotu. - zamerdałam zalotnie ogonem i od razu zrobiłam się smutna.
- Co Ci jest? - zapytał troskliwe ^.^
- A no bo... Ta Veile mnie nie lubi. - westchnęłam i otarłam oko (wyglądało jakbym ocierała łzę).
- Nie martw się. - powiedział podchodząc do mnie i siadając obok.
- Ale... Chyba nikt mnie nie lubi. - przytuliłam się do niego. - Przepraszam. - odparłam puszczając go.
- Nic się nie stało.
- Masz ochotę na spacer.
<Picallo, idziesz...<3?>
środa, 27 lutego 2013
piątek, 8 lutego 2013
Nieobecna !
Wilk December (zuzia 79) jest nieobecna/y ! Do czasu bliżej nieokreślonego. Proszę nie pisać opowiadań dla niej do dokończenia !
Wasz samiec alfa,
Picallo
środa, 6 lutego 2013
Wyprawa towarzyszy !
Niestety wilki które dostały towarzyszy ale ich nie zrobiły ominęły wyprawę ;/
Mistic-Zestaw Wiecznego Żywotu
Mistic-Zestaw Wiecznego Żywotu
Wasz samiec alfa,
Picallo
Od Zoey, Mata i Seta
(Zoey)
Na samą myśl o tym co się wydarzyło,że mnie wygnali,szlag mnie trafia.Musiałam odejść bo nie miałam odpowiednich żywiołów,po prostu pięknie.Całe szczęście,że przynajmniej odnalazłam kuzynów.Swoją drogą i oni nie mieli łatwej przeszłości.
Od kiedy wędrujemy w poszukiwaniu jakieś watahy,panuje zima.Przynajmniej tu mam szczęście.Czemu?Mam żywioł śniegu i mrozu,więc kocham zimę.
(Mat)
Kolejny dzień wędrówki.Zoey miała dziś najwyraźniej dobry humor,ponieważ opady śniegu były spokojne a i mróz nie był aż taki mocny.Miałem nadzieję,że nie wytworzy burzy śnieżnej,czemu?Lepiej nie pytać.
Oczywiście myliłem,się jeżeli sądziłem,że nie obejdzie się bez burzy śnieżnej.Wytworzyła ją w momencie kiedy wyczuliśmy,że weszliśmy na teren jakiejś watahy.Podczas gdy Zoey wytworzyła swoją burzę śnieżną,ja i Set użyliśmy swoich żywiołów aby niebo bardziej pociemniało.
(Set)
Miałem nadzieję,że nie zostaniemy zaatakowani.Na wszelki wypadek jednak użyliśmy swoich żywiołów aby w razie czego się obronić.
W pewnym momencie zauważyliśmy jak podbiega w naszą stronę jakiś wilk.Z trudem rozpoznałem,że to był basior.
-Co tu robicie?-zapytał przybierając pozycję obronną
-Wędrujemy w poszukiwaniu jakiejś watahy-odparła kuzynka
-Powiadacie watahy?Akurat jesteście na terenie mojej watahy-powiedział
-Możemy dołączyć?-spytałem się
-Pewnie.Im więcej członków,tym lepiej-lekko się uśmiechnął-Jestem Picallo.
-Miło poznać.Ja jestem Mat a to Set i Zoey.Jesteśmy kuzynostwem.Zoey?-zwrócił się do kuzynki
-Spoko już odwołuje burzę-uśmiechnęła się w tym samym kiedy burza ucichła a śnieg prószył spokojnie.
<Picallo,dokończysz?>
Od Ryana cd Picallo
Zobaczyłem w watasze nową wadere, była taka piękna...Podszedłem do Picallo
R: Mam do ciebie sprawe
P: Jaką?
R: Jak nazywa się ta nowa wadera?
P: Zoey a co?-spytał patrząc się podejrzliwie
R: Nie no nic...
P: Czyżby na pewno?No weź nikomu nie powiem...
R: No dobrze.Bo ech...Ona jest taka piękna, ale ja nie wiem jak mam do niej zagadać.No bo wiesz chciałbym mieć u niej szanse...A raczej taki wilk jak ja ma je nikłe...
<Picallo?>
R: Mam do ciebie sprawe
P: Jaką?
R: Jak nazywa się ta nowa wadera?
P: Zoey a co?-spytał patrząc się podejrzliwie
R: Nie no nic...
P: Czyżby na pewno?No weź nikomu nie powiem...
R: No dobrze.Bo ech...Ona jest taka piękna, ale ja nie wiem jak mam do niej zagadać.No bo wiesz chciałbym mieć u niej szanse...A raczej taki wilk jak ja ma je nikłe...
<Picallo?>
Nowy bloger !
W naszej watasze pojawił się nowy bloger. A mianowicie ... Ryan ! Można wysyłać do niej opowiadania a ona na pewno je doda :). Na howrse jej nick to Masakra ! Gratulacje i życzymy jej powodzenia !
Dnia 06.02.13
Dnia 06.02.13
Wasz samiec alfa.
Picallo
Konkurs !
Mamy nowy konkurs ! Wszystko jest w zakładce "Konkursy". Powodzenia ;)
Wasz samiec alfa,
Picallo
Od Picalla C.D. Capricji
-To jest Veile-obdarowałem wadery uśmiechem.
-Aha...Miło poznać...-powiedziała z niechęcią Capricja.
-Poznajcie się .
Odszedłem kawalem a wadery ciut zniesmaczone spojrzały sobie w oczy. Chyba nie za bardzo darzyły się przyjaźnią. Czekałem w niecierpliwości na piękną Capricję. W końcu podeszła:
-Ja chyba pójdę. Nie chcę sprawiać kłopotu ... -powiedziałem.
-Nie. Nie sprawiasz mi kłopotu.-zamerdała ogonem.
--- >Capricja ? :*<---
-Aha...Miło poznać...-powiedziała z niechęcią Capricja.
-Poznajcie się .
Odszedłem kawalem a wadery ciut zniesmaczone spojrzały sobie w oczy. Chyba nie za bardzo darzyły się przyjaźnią. Czekałem w niecierpliwości na piękną Capricję. W końcu podeszła:
-Ja chyba pójdę. Nie chcę sprawiać kłopotu ... -powiedziałem.
-Nie. Nie sprawiasz mi kłopotu.-zamerdała ogonem.
--- >Capricja ? :*<---
Od Picalla C.D. Ryana
-Aha. Ja mam watahę. Stoisz właśnie na jej rozłożystych terenach ...
-A mógłbym dołączyć ?
-Tak. Z chęcią cię przyjmę.
-Dziękuję.
Basior odszedł w głąb lasu a ja zostałem na miejscu. Siedziałem tam i czekałem na nowego członka (jakiegoś xd). Udało mi się. Spotkałem pewną uroczą waderę imieniem Zoey. Dołączyła do watahy a ja mianowałem ją betą. Podszedł do mnie Ryan z jakąś sprawą ...
---->>Soracz że takie krótkie ale mam brako weno inatus xd-Ryan dokończ<---
poniedziałek, 4 lutego 2013
Od Macka
Chodziłem po lesie z opuszczoną głową.
I co ja teraz zrobię?-zadawałem sobie to pytanie.
W.-Coś tam zrobisz.
Zobaczyłem przed sobą jakiegoś basiora(samca).
W.-Co robisz na terenach mojej watahy?!
M.-Przepraszam już sobie idę.Szukałem watahy.
W.-Czekaj.Ja mam jedną.Możesz dołączyć jeśli chcesz.
M.-Dobra.Dzięki.Jestem Mack a ty?
W.-Nie ma za co.Ja jestem Picallo.
M.-OK.Milo mi cię poznać.Idziemy?
P.-Mi ciebie też.Tak chodź.
Po kilku minutach dotarliśmy do watahy.
M.-Dzięki, że mnie przyjąłeś.
P.-E tam.Drobnostka!
M.-OK.
P.-Chodź pokażę ci twoją jaskinię.
M.-Nie trzeba.Znajdę sobie jakąś przyjemną.
P.-OK.Jak chcesz.
M.-OK.To cześć.
P.-Cześć.
I tak tutaj dołączyłem.
I co ja teraz zrobię?-zadawałem sobie to pytanie.
W.-Coś tam zrobisz.
Zobaczyłem przed sobą jakiegoś basiora(samca).
W.-Co robisz na terenach mojej watahy?!
M.-Przepraszam już sobie idę.Szukałem watahy.
W.-Czekaj.Ja mam jedną.Możesz dołączyć jeśli chcesz.
M.-Dobra.Dzięki.Jestem Mack a ty?
W.-Nie ma za co.Ja jestem Picallo.
M.-OK.Milo mi cię poznać.Idziemy?
P.-Mi ciebie też.Tak chodź.
Po kilku minutach dotarliśmy do watahy.
M.-Dzięki, że mnie przyjąłeś.
P.-E tam.Drobnostka!
M.-OK.
P.-Chodź pokażę ci twoją jaskinię.
M.-Nie trzeba.Znajdę sobie jakąś przyjemną.
P.-OK.Jak chcesz.
M.-OK.To cześć.
P.-Cześć.
I tak tutaj dołączyłem.
Od Rayana
Moje dzieciństwo:
Byłem najzdolniejszy z czwórki rodzeństwa.Najszybciej nauczyłem się wszystkiego.Dla tego tata chciał oddać mi posade alfy w swojej watasze.Rodzeństwo nie było z tego zadowolone.P_onieważ nie chciałem, żeby z tego powodu jeszcze bardziej mnie nie nawidziło postanowiłem odejść z watahy...
Teraźniejczość:
Chciałem dołączyć do jakiejś watahy.Wędrowałem wiele znalazłem wiele watah.Ale nie, to nie były te watahy.One nie były dla mnie...Przez wędrowanie zgłodniałem, postanowiłem coś upolować.Znalazłem jakąś polane, a na niej stado jeleni.Wypatrzyłem z pośród niego jedną zdobycz i użyłem mojej techniki.Rozgoniłem wszystkie jelenie zostawiłem tylko jednego.Kolejnym krokiem mej techniki była pogoń.Na początku wbijałem swoje pazury, które zawsze miałem dobrze wyostrzone w zad zdobyczy.Następnie trzymałem się go tak długo aż się nie zmęczy, później wbijał już kły w tchawicę i zdobycz jest martwa...Ciągle pracuje nad tą techniką poprawiam ją...Zabrałem się do konsumowania jelenia, byłem jednak czujny rozglądałem się na około.Skończyłem jeść postanowiłem poszukać wilków.Wyczułem tutaj inne zapachy.Rozglądałem się, przeszedłem całą polane, wodospad i wodopój zobaczyłem tereny z jaskiniami po woli na nie wkroczyłem.Zobaczył mnie jakiś czarno-kremowy wilk podbiegł do mnie i zaczął warczeć.
P: Czego tu szukasz?!
R: Spokojnie!Jestem Ryan szukam watahy.
<Picallo?>
Byłem najzdolniejszy z czwórki rodzeństwa.Najszybciej nauczyłem się wszystkiego.Dla tego tata chciał oddać mi posade alfy w swojej watasze.Rodzeństwo nie było z tego zadowolone.P_onieważ nie chciałem, żeby z tego powodu jeszcze bardziej mnie nie nawidziło postanowiłem odejść z watahy...
Teraźniejczość:
Chciałem dołączyć do jakiejś watahy.Wędrowałem wiele znalazłem wiele watah.Ale nie, to nie były te watahy.One nie były dla mnie...Przez wędrowanie zgłodniałem, postanowiłem coś upolować.Znalazłem jakąś polane, a na niej stado jeleni.Wypatrzyłem z pośród niego jedną zdobycz i użyłem mojej techniki.Rozgoniłem wszystkie jelenie zostawiłem tylko jednego.Kolejnym krokiem mej techniki była pogoń.Na początku wbijałem swoje pazury, które zawsze miałem dobrze wyostrzone w zad zdobyczy.Następnie trzymałem się go tak długo aż się nie zmęczy, później wbijał już kły w tchawicę i zdobycz jest martwa...Ciągle pracuje nad tą techniką poprawiam ją...Zabrałem się do konsumowania jelenia, byłem jednak czujny rozglądałem się na około.Skończyłem jeść postanowiłem poszukać wilków.Wyczułem tutaj inne zapachy.Rozglądałem się, przeszedłem całą polane, wodospad i wodopój zobaczyłem tereny z jaskiniami po woli na nie wkroczyłem.Zobaczył mnie jakiś czarno-kremowy wilk podbiegł do mnie i zaczął warczeć.
P: Czego tu szukasz?!
R: Spokojnie!Jestem Ryan szukam watahy.
<Picallo?>
sobota, 2 lutego 2013
Od December
Opowiadanie:
Siedziałam spokojnie w jaskini i bawiłam się moim medalionem,nie wiedząc jeszcze do czego służy.Niektórzy mają swoje ''rytuały''.Ja czasami...mówię do siebie...Ale tylko w tedy kiedy przeżywam kryzys.A więc tego dnia własnie go miałam.Straciłam ojca i matkę...Może mam jakiś braci czy siostry...
Siedziałam i siedziałam.Na zewnątrz padał deszcz.
-Chciała bym żeby teraz świeciło słońce...-powiedziałam trzymając wisiorek w łapie.
W net na słońcu pojawiło się słońce.
-O k***a...Mam jeszcze przewidzenia...-powiedziałam z opuszczonym łubem.-Zaraz,zaraz...Czy ja trzymałam medalion w łapie?
-Owszem...-odpowiedział ktoś lub coś.
Wstałam i przybrałam postawę bojową.
-Kim jesteś?!Pokarz się!!!-krzyczałam
Z głębi jaskini wyszedł wilk.
-Jestem Picallo.-odpowiedział wilk.
Nie wiem dlaczego,ale rzuciłam się na niego.On zaś powiedział:
-Nie musisz się mnie bać...
Odeszłam trochę i zamieniłam się w tygrysa.
-Wow,wow,wow...Poczekaj.-rzekł
Podszedł do mnie i położył swoją łapę na moim barku.Uspokoiłam się trochę.Odwzajemniłam jego ruch i też położyłam łapę na jego barku.Popatrzyłam na jego oczy.Były przepiękne.Nadal patrząc w jego oczęta powiedziałam:
-Jestem December.Możesz do mnie mówić Zima lub Ofelia.
-Jestem samcem alfa w Watasze Magicznych Łez.Ofelio,czy nie chciała byś dołączyć do mnie i do mojego grona?
-Oczywiście...-miałam coś jeszcze powiedzieć,ale powstrzymałam się.
-Chodź ze mną.-powiedział Picallo.-Mam jeszcze jedno pytanie...Jak zmieniłaś pogodę?
-Sama nie wiem...-powiedziałam i spojrzałam na niego.
Szłam u jego boku,aż do terenów watahy.Przez cały czas czułam motyle w żołądku.Chyba coś do niego czuję...To nie możliwe...Taka głupia wadera jak ja z takim basiorem...W moich snach...
piątek, 1 lutego 2013
Od Capricji C.D. Picalla
Picallo zaprowadził mnie na tereny watahy. Pomimo, że na początku robiłam słodkie minki, by się czegoś dowiedzieć teraz... chyba... się w nim zauroczyłam? Zauroczenie to jeszcze nie miłość, ale blisko krok do zakochania. Długo szukaliśmy odpowiedniej dla mnie jaskini. Po jakimś czasie wybrałam, dużą, przestronną zaraz obok jaskini Picalla...<3 Lubie luksusy więc tutaj nie będzie mi źle. Gdy weszłam do środka odparłam, że na 1000% chcę tą. Basior się zgodził i... pocałował mnie w policzek! Mimo, że nie za bardzo lubię, gdy obcy to robią jego całus sprawił, że się zarumieniłam.
- Przepraszam. - powiedział zawstydzony.
- Nie ma za co. - odparłam szeroko się uśmiechając. - To ja powinnam pocałować Ciebie za to, że mi zaufałeś i przyjąłeś do watahy. - ja również pocałowałam go w policzek.
- Hehe... - szepnął i nagle zauważyłam jak do jaskini Picalla zbliża się jakaś wader.
- Kto to? - spytałam.
<Picallo, oświeć mnie>
Od Veile
Szłam przez las z moim ówczesnym przyjacielem, byłam przy nim szczęśliwa umiałam się dogadać, to była jedyna osoba która mnie rozumiała, nagle poczułam ostry ból w łapie i upadłam na ziemię. Lion (bo tak miął na imię) zapytał:
- Veile, co się stało?
- Nie wiem, moja łapa - była cała zakrwawiona - ale boliiii - zawyłam.
Lion przez chwilę milczał potem powiedział:
- To kłusownicy - powiedział przez zaciśnięte zęby - zastawili wnyki... - odpowiedział ze złością.
Lion w tym momencie próbował wyciągnąć moją łapę . Myślał, słyszałam co myśli właśnie wtedy odkryłam swoją moc. W jego głowie plątały się myśli czy mi nic nie jest i czy myśliwi nie przyjdą zabić naszej watahy .
- Słyszałaś ? - zapytał ze strachem w głosie Lion
- Nie, ale co - w tym momencie zobaczyłam kłusowników
Moja łapa nadal tkwiła we wnykach, więc zaczęłam krzyczeć do Liona by uciekał.
- Nigdy w życiu cię nie zostawię samej, choćbym miał sam zginąć - powiedział z odwagą w głosie.
Nadal szarpał wnyki, już mu się udało mieliśmy uciekać lecz w tym momencie kłusownik wycelował na mnie swoją broń, już nacisnął spust, lecz w tym momencie Lion podbiegł przede mnie i to on przyjął ten strzał, próbowałam go uratować jednak myśliwi próbowali zabić i mnie, nie chciałam uciekać bo wmawiałam sobie że to przeze mnie Lion nie żyje ,lecz w tym momencie z lasu wybiegł mój ojciec i zepchnął mnie na bok ścieżki i krzyknął ,że mamy uciekać . Nie miałam ochoty się nawet sprzeciwiać .
Mój tata biegł dalej ale ja skręciłam w boczną drogę, zatrzymałam się i błąkałam . Zauważyłam przywódce stada rozmawiającego ze swoimi wilczkami podeszłam do nich i Picallo
(przywódca ) rzekł.
<Picallo, dokończ>
Od Picalla C.D. Capricji
Uśmiechnąłem się. Wadera ukazywała swoje wdzięki i...Udawało jej się to.
-Tak. Spójrz. Jesteś na terenach mojej watahy.-powiedziałem uśmiechnięty.
-Czyli że jesteś alfą ?-powiedziała widocznie zalotnie.
-Tak, jestem. Możesz tu dołączyć.
-Dziękuję, z chęcią dołączę.
-Chodź, pomogę ci wybrać jaskinię. Chcesz mieszkać niedaleko mnie ?
-Tak, bardzo chcę..-powiedziała z uśmiechem.
-No to chodź.
Zaprowadziłem ją niedaleko mojej jaskini. Długie wybierania, myślenia itd. nic nie dały. Nagle w oko wpadła mi pewna jaskinia. Wyglądała ona tak:

Niechcący i lekko pocałowałem Capricję...
-Przepraszam...
--->>Capricja, zabijesz mnie za to ?<---
-Tak. Spójrz. Jesteś na terenach mojej watahy.-powiedziałem uśmiechnięty.
-Czyli że jesteś alfą ?-powiedziała widocznie zalotnie.
-Tak, jestem. Możesz tu dołączyć.
-Dziękuję, z chęcią dołączę.
-Chodź, pomogę ci wybrać jaskinię. Chcesz mieszkać niedaleko mnie ?
-Tak, bardzo chcę..-powiedziała z uśmiechem.
-No to chodź.
Zaprowadziłem ją niedaleko mojej jaskini. Długie wybierania, myślenia itd. nic nie dały. Nagle w oko wpadła mi pewna jaskinia. Wyglądała ona tak:
Niechcący i lekko pocałowałem Capricję...
-Przepraszam...
--->>Capricja, zabijesz mnie za to ?<---
Od Capricji
Krótka historia na wstęp (lepiej się poznamy i w ogóle).
Urodziłam się w Watasze Niezwyciężonych Wilków jako niewidoma wadera. Rodzinna watah była znana z tego, że wygrywała wszystkie wojny, gdyż członkowie byli silni, mądrzy i zdrowi... Brakowało mi tylko tego ostatniego. Para alfa i moi rodzice zadecydowali, że dla dobra watahy porzucą mnie. Mama i tata zabrali mnie na pierwszą lekcje polowania do lasu i tam mnie zostawili. Byli pewni, że skoro nie potrafię polować i jestem niewidoma to zginę z głodu po paru dniach lub ktoś mnie zabije. Na moje szczęście najwięksi wrogowie mojej rodzinnej watahy odnaleźli mnie i zabrali do szamana, mistrza w władaniu żywiołem cienia. Szaman miał na imię Samulen i szczerze mnie pokochał, jak własną, rodzoną córkę. Dał mi żywioł cienia/mroku, boską towarzyszkę Calipso i wzrok. Byłam mu dozgonnie wdzięczna za wszystko i traktowałam go jak własnego najukochańszego ojca. Po ok. 2 latach potrafiłam władać żywiołem cienia równie świetnie jak on więc zastąpiłam go w zawodzie. Świetnie mi się żyło, aż moja rodzinna wataha odkryła gdzie jestem i jakie mam możliwości. Chcieli mnie z powrotem, bo według nich byłam "złotym wilkiem". Jedynym w watasze z żywiołem cienia opanowanym do perfekcji. Z mojej osoby między watahami wybuchła wojna podczas, której zginął Samuel. Nie miałam zamiaru, ani na chwilę wracać do prawdziwej rodziny więc wyruszyłam w wędrówkę...
~wracając do teraźniejszość~
Chodzę głodna z wysuszonym gardłem w poszukiwaniu cywilizacji. Na razie na nikogo nie trawiłam. Żadnych oznak życia! Nagle przede mnie wyskoczyła dość duża, umięśniona sarna. *Teraz, albo nigdy* - pomyślałam i z gracją skoczyłam na zwierze. Gdy już je upolowałam i zjadłam usłyszałam cichy wark. Powoli się odwróciłam i zauważyłam przystojnego basiora.
- Cześć. - powiedziałam delikatnie trzepocząc rzęsami.
- Cześć. - odparł już nie warcząc. - Kim jesteś?
- Nazywam się Capricja... A ty? - zapytałam delikatnie (zarazem zalotnie) machając ogonem.
- Picallo. Czego tu szukasz?
- Watahy do której mogłaby się dołączyć. - powiedziałam zdołowana. - Pomożesz mi szukać?
<Picallo, pomożesz biednej waderze?>
Od Picalla "Nowe życie"
Kolejny dzień nie sprzyjał dobrem. Zostałem porzucony przez rodziców. Chciało mi się płakać ale postanowiłem być twardy. Poszedłem z głąb lasu szukać nowego domu.
----->>>Gdy Picallo dorósł<<<----
Był to zimny i wietrzny dzień przepełniony smutkiem i krwią. Niestety zaufany mi przyjaciel umarł. Musiałem szukać nowych przygód bez niego. Postanowiłem założyć watahę. Pomyślałem że będzie ona w nawodnionym miejscu. Znalazłem idealne miejsce w pobliżu wielkiego morza. Zaufałem temu miejscu. Było ciche i nie duże. Idealne dla małej watahy. Rozciągnąłem się i zasnąłem.
------>>>Nad ranem<<<----
Obudziła mnie pewna wadera;
-Hej, co tu robisz ?
-Założyłem tu watahę.
-A mogę dołączyć ?
-Oczywiście...
-Okej. Dzięki !-powiedziała i odeszła.
"To chyba wypali..."-pomyślałem paczając się na odbiegającą waderę.
>>Veile ? C.D. ?<
----->>>Gdy Picallo dorósł<<<----
Był to zimny i wietrzny dzień przepełniony smutkiem i krwią. Niestety zaufany mi przyjaciel umarł. Musiałem szukać nowych przygód bez niego. Postanowiłem założyć watahę. Pomyślałem że będzie ona w nawodnionym miejscu. Znalazłem idealne miejsce w pobliżu wielkiego morza. Zaufałem temu miejscu. Było ciche i nie duże. Idealne dla małej watahy. Rozciągnąłem się i zasnąłem.
------>>>Nad ranem<<<----
Obudziła mnie pewna wadera;
-Hej, co tu robisz ?
-Założyłem tu watahę.
-A mogę dołączyć ?
-Oczywiście...
-Okej. Dzięki !-powiedziała i odeszła.
"To chyba wypali..."-pomyślałem paczając się na odbiegającą waderę.
>>Veile ? C.D. ?<
Subskrybuj:
Posty (Atom)