piątek, 1 lutego 2013
Od Capricji
Krótka historia na wstęp (lepiej się poznamy i w ogóle).
Urodziłam się w Watasze Niezwyciężonych Wilków jako niewidoma wadera. Rodzinna watah była znana z tego, że wygrywała wszystkie wojny, gdyż członkowie byli silni, mądrzy i zdrowi... Brakowało mi tylko tego ostatniego. Para alfa i moi rodzice zadecydowali, że dla dobra watahy porzucą mnie. Mama i tata zabrali mnie na pierwszą lekcje polowania do lasu i tam mnie zostawili. Byli pewni, że skoro nie potrafię polować i jestem niewidoma to zginę z głodu po paru dniach lub ktoś mnie zabije. Na moje szczęście najwięksi wrogowie mojej rodzinnej watahy odnaleźli mnie i zabrali do szamana, mistrza w władaniu żywiołem cienia. Szaman miał na imię Samulen i szczerze mnie pokochał, jak własną, rodzoną córkę. Dał mi żywioł cienia/mroku, boską towarzyszkę Calipso i wzrok. Byłam mu dozgonnie wdzięczna za wszystko i traktowałam go jak własnego najukochańszego ojca. Po ok. 2 latach potrafiłam władać żywiołem cienia równie świetnie jak on więc zastąpiłam go w zawodzie. Świetnie mi się żyło, aż moja rodzinna wataha odkryła gdzie jestem i jakie mam możliwości. Chcieli mnie z powrotem, bo według nich byłam "złotym wilkiem". Jedynym w watasze z żywiołem cienia opanowanym do perfekcji. Z mojej osoby między watahami wybuchła wojna podczas, której zginął Samuel. Nie miałam zamiaru, ani na chwilę wracać do prawdziwej rodziny więc wyruszyłam w wędrówkę...
~wracając do teraźniejszość~
Chodzę głodna z wysuszonym gardłem w poszukiwaniu cywilizacji. Na razie na nikogo nie trawiłam. Żadnych oznak życia! Nagle przede mnie wyskoczyła dość duża, umięśniona sarna. *Teraz, albo nigdy* - pomyślałam i z gracją skoczyłam na zwierze. Gdy już je upolowałam i zjadłam usłyszałam cichy wark. Powoli się odwróciłam i zauważyłam przystojnego basiora.
- Cześć. - powiedziałam delikatnie trzepocząc rzęsami.
- Cześć. - odparł już nie warcząc. - Kim jesteś?
- Nazywam się Capricja... A ty? - zapytałam delikatnie (zarazem zalotnie) machając ogonem.
- Picallo. Czego tu szukasz?
- Watahy do której mogłaby się dołączyć. - powiedziałam zdołowana. - Pomożesz mi szukać?
<Picallo, pomożesz biednej waderze?>
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz