sobota, 2 lutego 2013

Od December


Opowiadanie:
 Siedziałam spokojnie w jaskini i bawiłam się moim medalionem,nie wiedząc jeszcze do czego służy.Niektórzy mają swoje ''rytuały''.Ja czasami...mówię do siebie...Ale tylko w tedy kiedy przeżywam kryzys.A więc tego dnia własnie go miałam.Straciłam ojca i matkę...Może mam jakiś braci czy siostry...
 Siedziałam i siedziałam.Na zewnątrz padał deszcz.
 -Chciała bym żeby teraz świeciło słońce...-powiedziałam trzymając wisiorek w łapie.
 W net na słońcu pojawiło się słońce.
 -O k***a...Mam jeszcze przewidzenia...-powiedziałam z opuszczonym łubem.-Zaraz,zaraz...Czy ja trzymałam medalion w łapie?
 -Owszem...-odpowiedział ktoś lub coś.
Wstałam i przybrałam postawę bojową.
 -Kim jesteś?!Pokarz się!!!-krzyczałam
 Z głębi jaskini wyszedł wilk.
 -Jestem Picallo.-odpowiedział wilk.
 Nie wiem dlaczego,ale rzuciłam się na niego.On zaś powiedział:
 -Nie musisz się mnie bać...
 Odeszłam trochę i zamieniłam się w tygrysa.
 -Wow,wow,wow...Poczekaj.-rzekł
 Podszedł do mnie i położył swoją łapę na moim barku.Uspokoiłam się trochę.Odwzajemniłam jego ruch i też położyłam łapę na jego barku.Popatrzyłam na jego oczy.Były przepiękne.Nadal patrząc w jego oczęta powiedziałam:
 -Jestem December.Możesz do mnie mówić Zima lub Ofelia.
 -Jestem samcem alfa w Watasze Magicznych Łez.Ofelio,czy nie chciała byś dołączyć do mnie i do mojego grona?
 -Oczywiście...-miałam coś jeszcze powiedzieć,ale powstrzymałam się.
 -Chodź ze mną.-powiedział Picallo.-Mam jeszcze jedno pytanie...Jak zmieniłaś pogodę?
 -Sama nie wiem...-powiedziałam i spojrzałam na niego.
 Szłam u jego boku,aż do terenów watahy.Przez cały czas czułam motyle w żołądku.Chyba coś do niego czuję...To nie możliwe...Taka głupia wadera jak ja z takim basiorem...W moich snach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz